
Doświadczenia z grubej rury
Cytat z Bartek Vital Peptide data 6 września, 2026, 5:53 pmJa używałem obydwu. Działają delikatnie, ale jak patrzę na nie z perspektywy czasu to bardzo skutecznie. Robiłem wersję donosowe
Semax/Selank 10 mg był dla mnie stratą czasu - mieszanie z 1 do 3 ml soli fizjologicznej powodowało, że starczało ich na kilka dni i były duże straty bo atomizer słabo wybiera z dna. 20 mg już lepiej i dla mnie to jest takie minimum dla 4 - 6 ml soli fizjologicznej. Ze względu na cenę używam Semax/Selank 50 mg NA zmieszany z 10 -12 ml soli fizjologicznej , nawet wychodzi mi tego za dużo, ale kompletnie się nie muszę madtwić, że zaraz się skończy i, że podawanie donosowe gorzej się wchłania.
Warto założyć o nich nowy temat.
Ja używałem obydwu. Działają delikatnie, ale jak patrzę na nie z perspektywy czasu to bardzo skutecznie. Robiłem wersję donosowe
Semax/Selank 10 mg był dla mnie stratą czasu - mieszanie z 1 do 3 ml soli fizjologicznej powodowało, że starczało ich na kilka dni i były duże straty bo atomizer słabo wybiera z dna. 20 mg już lepiej i dla mnie to jest takie minimum dla 4 - 6 ml soli fizjologicznej. Ze względu na cenę używam Semax/Selank 50 mg NA zmieszany z 10 -12 ml soli fizjologicznej , nawet wychodzi mi tego za dużo, ale kompletnie się nie muszę madtwić, że zaraz się skończy i, że podawanie donosowe gorzej się wchłania.
Warto założyć o nich nowy temat.
Cytat z valdi data 8 września, 2026, 1:57 pmSemax i Selank, czyli jak po wyłączeniu głodu trzeba było jeszcze uruchomić człowieka 🤣
Po pierwszym wpisie pomyślałem, że nie będę teraz od razu robił encyklopedii pod tytułem:
„Peptyd numer 1, peptyd numer 2, peptyd numer 3…”
Bo to chyba byłoby najnudniejsze możliwe podejście.
Lepiej opowiedzieć, jak ja właściwie na te wszystkie rzeczy trafiałem i dlaczego w ogóle zacząłem ich używać.
A historia Semaxu i Selanku zaczyna się paradoksalnie nie od Semaxu ani Selanku.
Zaczyna się od Mounjaro.
I jak już pisałem wcześniej: u mnie początek z tirzepatydem był naprawdę czymś niesamowitym.
Miałem oryginalne Mounjaro Eli Lilly, normalnie na receptę. Zacząłem od 2,5 mg tygodniowo i muszę przyznać, że po raz pierwszy naprawdę zobaczyłem, jak potężnie środek wpływający na apetyt może zmienić codzienne funkcjonowanie.
I nie chodziło tylko o to:
„O, mniej mi się chce jeść”.
U mnie było to znacznie mocniejsze.
Jedzenie nagle przestało być wydarzeniem dnia
Przed terapią człowiek potrafił sobie wyobrazić dobrą pizzę.
Hamburgera.
Ramen.
Jakąś konkretną kolację.
I już sam mózg zaczynał organizować małe święto narodowe. 🤣
Nagle po Mounjaro ten mechanizm został u mnie bardzo mocno przyciszony.
Pizza?
No pizza.
Hamburger?
No hamburger.
Jedzenie przestało mieć to wcześniejsze „uderzenie”.
Subiektywnie smak odbierałem mniej intensywnie. Nawet moje ukochane zupki azjatyckie i rameny zaczynałem doprawiać bardziej niż wcześniej, bo miałem wrażenie, że wszystko zrobiło się jakieś… grzeczne.
A ja grzecznego ramenu nie zamawiałem. 🤣
Co ciekawe, bardzo mocno spadła mi również ochota na alkohol.
I to było dla mnie jedno z większych zaskoczeń.
„Muszę się powstrzymać”.
Nie.
„W sumie to nawet mnie nie ciągnie”.
I z perspektywy redukcji było to kapitalne.
Mniej jedzenia.
Mniej alkoholu.
Mniej przypadkowych kalorii.
Dieta zaczęła się układać praktycznie sama.
Tylko że pojawił się drugi problem.
Głód zniknął, ale energia życiowa nie dostała automatycznie aktualizacji do wersji 2.0
Bo jeżeli jesteś na mocnym deficycie, ważysz dużo, chodzisz tysiące kroków, pracujesz, masz stres, mało śpisz i próbujesz jeszcze normalnie funkcjonować, to po pewnym czasie ciało mówi:
„Dobra, kolego. Bardzo fajnie, że chudniemy. A może teraz byśmy tak chwilę poleżeli?”
I mniej więcej wtedy zacząłem szukać czegoś pod kątem:
koncentracji
spokoju
energii psychicznej
motywacji
funkcjonowania w pracy
I tak trafiłem na Semax i Selank.
Pierwsze podejście: oczywiście po mojemu, czyli najpierw działamy, potem zaczynamy rozumieć 🤣
Na początku nie wiedziałem jeszcze za dużo.
Nie miałem forum.
Nie miałem kontaktów.
Nie miałem obecnej wiedzy.
Czytałem internet, oglądałem zagraniczne materiały i próbowałem składać ten temat sam.
Pierwsze preparaty kupowałem wtedy w Slavic Labs, bo była to jedna z marek, które najczęściej wyskakiwały mi podczas poszukiwań.
Zacząłem od zwykłego Semaxu i zwykłego Selanku, a nie wersji o przedłużonym działaniu.
I tutaj od razu jedna rzecz.
Obecnie testuję również dłuższe warianty, ale nadal nie jestem pewien, czy ostatecznie nie wrócę do zwykłych.
Mam wręcz wrażenie, że działają trochę inaczej.
Na razie jednak nie chcę stawiać wyroku, bo jeszcze testuję.
Dlatego ten wpis dotyczy przede wszystkim mojego doświadczenia ze zwykłym Semaxem i Selankiem.
Selank – ktoś wreszcie ściszył radio w głowie
Najbardziej charakterystyczny efekt Selanku?
U mnie:
spokój.
Nie otępienie.
Nie:
„Mam wszystko gdzieś”.
Raczej takie bardzo przyjemne wyciszenie szumu.
Jeżeli człowiek cały dzień funkcjonuje mniej więcej tak:
klient
telefon
termin
kolejne pismo
dzieci
dom
coś trzeba kupić
coś zapomniałem
gdzie jest ładowarka
czemu jest już 22:30
i dlaczego jutro znowu trzeba wstać 🤣to nagle pojawienie się wewnętrznego:
„Dobra. Spokojnie. Robimy jedno po drugim.”
jest naprawdę zauważalne.
Nie czułem się odklejony.
Nie chodziłem jak zombie.
Po prostu napięcie było mniejsze.
I dla mnie to była bardzo przyjemna różnica.
Semax – z kolei ktoś jakby umył szybę
Semax odbierałem inaczej.
Tutaj bardziej:
jasność głowy.
Koncentracja.
Większa gotowość do działania.
Miałem czasem nawet lekkie, bardzo subtelne poczucie podniesienia nastroju – nie jakąś euforię w sensie narkotycznym, tylko takie:
„Dobra. Jest okej. Zróbmy to.”
I właśnie połączenie tych dwóch rzeczy było dla mnie najciekawsze.
Selank:
„Nie panikuj”.
Semax:
„A teraz bierz się do roboty”.
I nagle mózg z pracownika, który właśnie chciał złożyć wypowiedzenie, stawał się pracownikiem miesiąca. 🤣
Najważniejsze: opisuję swój efekt, nie uniwersalną prawdę
Tu muszę znowu zrobić to samo zastrzeżenie co poprzednio.
To są moje doświadczenia.
Nie porada medyczna.
Nie instrukcja.
Nie rekomendacja dawkowania.
Nie:
„Valdi powiedział 500, to robię 500”.
Absolutnie nie.
Ja zaczynałem bardzo ostrożnie i eksperymentowałem z różnymi ilościami. W moim przypadku bardziej zauważalne działanie pojawiało się dopiero powyżej najniższych ilości, a w pewnym okresie najlepiej subiektywnie odbierałem zakres około 500–750 mcg.
Ale jeszcze raz:
to nie znaczy, że jest to „dobra dawka” dla kogokolwiek innego.
To oznacza dokładnie tyle:
u mnie, w konkretnym okresie mojego życia, przy konkretnym zmęczeniu, stresie, diecie i innych rzeczach – tak to odbierałem.
I tylko tyle.
Iniekcja vs donosowo
Ja stosowałem wyłącznie wersję iniekcyjną.
Nie mam własnego doświadczenia z donosową.
Czytałem wiele opinii, że ludzie odbierają iniekcję jako mocniejszą albo bardziej przewidywalną, ale ponieważ sam nie zrobiłem porównania 1:1, nie będę udawał eksperta.
Mogę powiedzieć tylko:
wersja iniekcyjna u mnie była bardzo wyraźnie odczuwalna.
I wystarczy.
Ale trzeba pamiętać, w jakim stanie ja wtedy byłem
To jest bardzo ważne.
Bo być może człowiek:
- śpiący osiem godzin
- bez deficytu kalorii
- bez dużego stresu
- pracujący sześć godzin dziennie
- mający czas na trening
- mający dietę z pudełka
- mieszkający samotnie w domku nad jeziorem
weźmie Selank i powie:
„No i co? Miały być fajerwerki”. 🤣
A ja byłem w zupełnie innym miejscu.
Ponad 40 lat.
Duży deficyt.
Ogromna redukcja.
Dużo chodzenia.
Stres.
Praca.
Niedosypianie.
Życie rodzinne.
Czyli mózg już od rana miał ustawione:
CPU 97%, RAM 94%, wentylator wyje.
I być może właśnie dlatego różnica była u mnie tak mocno odczuwalna.
Potem weszła Reta – i tutaj też zrobiło się ciekawie
Pod koniec pierwszego miesiąca dołożyłem niewielką ilość retatrutydu.
I wydarzyła się rzecz, która wbrew pozorom była dla mnie korzystna.
Trochę wrócił apetyt.
Po Mounjaro bywało momentami tak, że samo dostarczenie odpowiedniej ilości jedzenia, zwłaszcza białka, robiło się wyzwaniem.
Człowiek patrzył na kurczaka i miał wrażenie, że kurczak patrzy na niego.
I żaden nie chciał rozpocząć tej relacji. 🤣
Po dołożeniu Reta apetyt trochę się u mnie poprawił.
Nie wrócił dawny głód, ale jedzenie stało się łatwiejsze.
I dzisiaj dochodzę do wniosku, że właśnie wtedy miałem jeden z najlepszych okresów całej mojej redukcji.
Mounjaro.
Niewielka Reta.
Semax.
Selank.
Dieta.
Dużo ruchu.
I właściwie…
powinienem był przez kilka miesięcy niczego więcej nie ruszać.
Serio.
Dzisiaj patrzę na to i myślę:
„Valdi, miałeś działający system. Po co ty go naprawiałeś?” 🤣
Ale wiadomo.
Człowiek odkrył świat peptydów.
A jak człowiek odkryje katalog z peptydami, to nagle zaczyna mieć więcej pomysłów niż rozsądku.
I zaczęły dochodzić kolejne rzeczy.
A to już jest temat na następny wpis.
Czy Semax i Selank zrobiły na mnie wrażenie?
Tak. Bardzo.
Zwłaszcza za pierwszym razem.
To był jeden z niewielu elementów całej mojej przygody, przy których naprawdę pamiętam moment:
„Okej. Coś tutaj ewidentnie czuję”.
Selank dawał mi przede wszystkim większy spokój.
Semax – większą klarowność i chęć działania.
Razem bardzo dobrze mi się wtedy zgrały.
Czy dzisiaj działają na mnie dokładnie tak samo?
Nie.
I to też jest ciekawe.
Organizm się zmienił.
Waga się zmieniła.
Zmieniło się jedzenie.
Zmieniły się inne środki.
Zmienił się sen.
Zmienił się poziom zmęczenia.
I dlatego właśnie w kolejnych wpisach chcę coraz mocniej rozdzielać:
pierwsze wrażenie,
efekt po kilku tygodniach,
efekt po kilku miesiącach.
Bo często są to trzy zupełnie różne historie.
Czy polecam?
I tutaj będzie odpowiedź bardzo nieforumowa:
nie wiem, czy polecam właśnie Tobie.
Mogę powiedzieć:
u mnie były to jedne z ciekawszych środków, które testowałem.
Zwłaszcza w tamtym konkretnym okresie.
Ale nie znam Twojego zdrowia.
Nie znam Twoich leków.
Nie wiem, jak śpisz.
Nie wiem, dlaczego jesteś zmęczony.
Nie wiem, czy masz problem z koncentracją, czy po prostu od czterech lat śpisz po pięć godzin i potrzebujesz przede wszystkim łóżka, a nie kolejnej fiolki. 🤣
I chyba właśnie takie podejście zaczynam mieć do całej tej przygody.
Najpierw pytanie:
„Co jest ze mną nie tak?”
Dopiero potem:
„Czy naprawdę potrzebuję kolejnej substancji?”
Bo czasami najlepszym „peptydem regeneracyjnym” okazuje się…
osiem godzin snu.
Niestety jeszcze nie widziałem go w fiolce. 🤣
Valdi
Semax i Selank, czyli jak po wyłączeniu głodu trzeba było jeszcze uruchomić człowieka 🤣
Po pierwszym wpisie pomyślałem, że nie będę teraz od razu robił encyklopedii pod tytułem:
„Peptyd numer 1, peptyd numer 2, peptyd numer 3…”
Bo to chyba byłoby najnudniejsze możliwe podejście.
Lepiej opowiedzieć, jak ja właściwie na te wszystkie rzeczy trafiałem i dlaczego w ogóle zacząłem ich używać.
A historia Semaxu i Selanku zaczyna się paradoksalnie nie od Semaxu ani Selanku.
Zaczyna się od Mounjaro.
I jak już pisałem wcześniej: u mnie początek z tirzepatydem był naprawdę czymś niesamowitym.
Miałem oryginalne Mounjaro Eli Lilly, normalnie na receptę. Zacząłem od 2,5 mg tygodniowo i muszę przyznać, że po raz pierwszy naprawdę zobaczyłem, jak potężnie środek wpływający na apetyt może zmienić codzienne funkcjonowanie.
I nie chodziło tylko o to:
„O, mniej mi się chce jeść”.
U mnie było to znacznie mocniejsze.
Jedzenie nagle przestało być wydarzeniem dnia
Przed terapią człowiek potrafił sobie wyobrazić dobrą pizzę.
Hamburgera.
Ramen.
Jakąś konkretną kolację.
I już sam mózg zaczynał organizować małe święto narodowe. 🤣
Nagle po Mounjaro ten mechanizm został u mnie bardzo mocno przyciszony.
Pizza?
No pizza.
Hamburger?
No hamburger.
Jedzenie przestało mieć to wcześniejsze „uderzenie”.
Subiektywnie smak odbierałem mniej intensywnie. Nawet moje ukochane zupki azjatyckie i rameny zaczynałem doprawiać bardziej niż wcześniej, bo miałem wrażenie, że wszystko zrobiło się jakieś… grzeczne.
A ja grzecznego ramenu nie zamawiałem. 🤣
Co ciekawe, bardzo mocno spadła mi również ochota na alkohol.
I to było dla mnie jedno z większych zaskoczeń.
„Muszę się powstrzymać”.
Nie.
„W sumie to nawet mnie nie ciągnie”.
I z perspektywy redukcji było to kapitalne.
Mniej jedzenia.
Mniej alkoholu.
Mniej przypadkowych kalorii.
Dieta zaczęła się układać praktycznie sama.
Tylko że pojawił się drugi problem.
Głód zniknął, ale energia życiowa nie dostała automatycznie aktualizacji do wersji 2.0
Bo jeżeli jesteś na mocnym deficycie, ważysz dużo, chodzisz tysiące kroków, pracujesz, masz stres, mało śpisz i próbujesz jeszcze normalnie funkcjonować, to po pewnym czasie ciało mówi:
„Dobra, kolego. Bardzo fajnie, że chudniemy. A może teraz byśmy tak chwilę poleżeli?”
I mniej więcej wtedy zacząłem szukać czegoś pod kątem:
koncentracji
spokoju
energii psychicznej
motywacji
funkcjonowania w pracy
I tak trafiłem na Semax i Selank.
Pierwsze podejście: oczywiście po mojemu, czyli najpierw działamy, potem zaczynamy rozumieć 🤣
Na początku nie wiedziałem jeszcze za dużo.
Nie miałem forum.
Nie miałem kontaktów.
Nie miałem obecnej wiedzy.
Czytałem internet, oglądałem zagraniczne materiały i próbowałem składać ten temat sam.
Pierwsze preparaty kupowałem wtedy w Slavic Labs, bo była to jedna z marek, które najczęściej wyskakiwały mi podczas poszukiwań.
Zacząłem od zwykłego Semaxu i zwykłego Selanku, a nie wersji o przedłużonym działaniu.
I tutaj od razu jedna rzecz.
Obecnie testuję również dłuższe warianty, ale nadal nie jestem pewien, czy ostatecznie nie wrócę do zwykłych.
Mam wręcz wrażenie, że działają trochę inaczej.
Na razie jednak nie chcę stawiać wyroku, bo jeszcze testuję.
Dlatego ten wpis dotyczy przede wszystkim mojego doświadczenia ze zwykłym Semaxem i Selankiem.
Selank – ktoś wreszcie ściszył radio w głowie
Najbardziej charakterystyczny efekt Selanku?
U mnie:
spokój.
Nie otępienie.
Nie:
„Mam wszystko gdzieś”.
Raczej takie bardzo przyjemne wyciszenie szumu.
Jeżeli człowiek cały dzień funkcjonuje mniej więcej tak:
klient
telefon
termin
mail
kolejne pismo
dzieci
dom
coś trzeba kupić
coś zapomniałem
gdzie jest ładowarka
czemu jest już 22:30
i dlaczego jutro znowu trzeba wstać 🤣
to nagle pojawienie się wewnętrznego:
„Dobra. Spokojnie. Robimy jedno po drugim.”
jest naprawdę zauważalne.
Nie czułem się odklejony.
Nie chodziłem jak zombie.
Po prostu napięcie było mniejsze.
I dla mnie to była bardzo przyjemna różnica.
Semax – z kolei ktoś jakby umył szybę
Semax odbierałem inaczej.
Tutaj bardziej:
jasność głowy.
Koncentracja.
Większa gotowość do działania.
Miałem czasem nawet lekkie, bardzo subtelne poczucie podniesienia nastroju – nie jakąś euforię w sensie narkotycznym, tylko takie:
„Dobra. Jest okej. Zróbmy to.”
I właśnie połączenie tych dwóch rzeczy było dla mnie najciekawsze.
Selank:
„Nie panikuj”.
Semax:
„A teraz bierz się do roboty”.
I nagle mózg z pracownika, który właśnie chciał złożyć wypowiedzenie, stawał się pracownikiem miesiąca. 🤣
Najważniejsze: opisuję swój efekt, nie uniwersalną prawdę
Tu muszę znowu zrobić to samo zastrzeżenie co poprzednio.
To są moje doświadczenia.
Nie porada medyczna.
Nie instrukcja.
Nie rekomendacja dawkowania.
Nie:
„Valdi powiedział 500, to robię 500”.
Absolutnie nie.
Ja zaczynałem bardzo ostrożnie i eksperymentowałem z różnymi ilościami. W moim przypadku bardziej zauważalne działanie pojawiało się dopiero powyżej najniższych ilości, a w pewnym okresie najlepiej subiektywnie odbierałem zakres około 500–750 mcg.
Ale jeszcze raz:
to nie znaczy, że jest to „dobra dawka” dla kogokolwiek innego.
To oznacza dokładnie tyle:
u mnie, w konkretnym okresie mojego życia, przy konkretnym zmęczeniu, stresie, diecie i innych rzeczach – tak to odbierałem.
I tylko tyle.
Iniekcja vs donosowo
Ja stosowałem wyłącznie wersję iniekcyjną.
Nie mam własnego doświadczenia z donosową.
Czytałem wiele opinii, że ludzie odbierają iniekcję jako mocniejszą albo bardziej przewidywalną, ale ponieważ sam nie zrobiłem porównania 1:1, nie będę udawał eksperta.
Mogę powiedzieć tylko:
wersja iniekcyjna u mnie była bardzo wyraźnie odczuwalna.
I wystarczy.
Ale trzeba pamiętać, w jakim stanie ja wtedy byłem
To jest bardzo ważne.
Bo być może człowiek:
- śpiący osiem godzin
- bez deficytu kalorii
- bez dużego stresu
- pracujący sześć godzin dziennie
- mający czas na trening
- mający dietę z pudełka
- mieszkający samotnie w domku nad jeziorem
weźmie Selank i powie:
„No i co? Miały być fajerwerki”. 🤣
A ja byłem w zupełnie innym miejscu.
Ponad 40 lat.
Duży deficyt.
Ogromna redukcja.
Dużo chodzenia.
Stres.
Praca.
Niedosypianie.
Życie rodzinne.
Czyli mózg już od rana miał ustawione:
CPU 97%, RAM 94%, wentylator wyje.
I być może właśnie dlatego różnica była u mnie tak mocno odczuwalna.
Potem weszła Reta – i tutaj też zrobiło się ciekawie
Pod koniec pierwszego miesiąca dołożyłem niewielką ilość retatrutydu.
I wydarzyła się rzecz, która wbrew pozorom była dla mnie korzystna.
Trochę wrócił apetyt.
Po Mounjaro bywało momentami tak, że samo dostarczenie odpowiedniej ilości jedzenia, zwłaszcza białka, robiło się wyzwaniem.
Człowiek patrzył na kurczaka i miał wrażenie, że kurczak patrzy na niego.
I żaden nie chciał rozpocząć tej relacji. 🤣
Po dołożeniu Reta apetyt trochę się u mnie poprawił.
Nie wrócił dawny głód, ale jedzenie stało się łatwiejsze.
I dzisiaj dochodzę do wniosku, że właśnie wtedy miałem jeden z najlepszych okresów całej mojej redukcji.
Mounjaro.
Niewielka Reta.
Semax.
Selank.
Dieta.
Dużo ruchu.
I właściwie…
powinienem był przez kilka miesięcy niczego więcej nie ruszać.
Serio.
Dzisiaj patrzę na to i myślę:
„Valdi, miałeś działający system. Po co ty go naprawiałeś?” 🤣
Ale wiadomo.
Człowiek odkrył świat peptydów.
A jak człowiek odkryje katalog z peptydami, to nagle zaczyna mieć więcej pomysłów niż rozsądku.
I zaczęły dochodzić kolejne rzeczy.
A to już jest temat na następny wpis.
Czy Semax i Selank zrobiły na mnie wrażenie?
Tak. Bardzo.
Zwłaszcza za pierwszym razem.
To był jeden z niewielu elementów całej mojej przygody, przy których naprawdę pamiętam moment:
„Okej. Coś tutaj ewidentnie czuję”.
Selank dawał mi przede wszystkim większy spokój.
Semax – większą klarowność i chęć działania.
Razem bardzo dobrze mi się wtedy zgrały.
Czy dzisiaj działają na mnie dokładnie tak samo?
Nie.
I to też jest ciekawe.
Organizm się zmienił.
Waga się zmieniła.
Zmieniło się jedzenie.
Zmieniły się inne środki.
Zmienił się sen.
Zmienił się poziom zmęczenia.
I dlatego właśnie w kolejnych wpisach chcę coraz mocniej rozdzielać:
pierwsze wrażenie,
efekt po kilku tygodniach,
efekt po kilku miesiącach.
Bo często są to trzy zupełnie różne historie.
Czy polecam?
I tutaj będzie odpowiedź bardzo nieforumowa:
nie wiem, czy polecam właśnie Tobie.
Mogę powiedzieć:
u mnie były to jedne z ciekawszych środków, które testowałem.
Zwłaszcza w tamtym konkretnym okresie.
Ale nie znam Twojego zdrowia.
Nie znam Twoich leków.
Nie wiem, jak śpisz.
Nie wiem, dlaczego jesteś zmęczony.
Nie wiem, czy masz problem z koncentracją, czy po prostu od czterech lat śpisz po pięć godzin i potrzebujesz przede wszystkim łóżka, a nie kolejnej fiolki. 🤣
I chyba właśnie takie podejście zaczynam mieć do całej tej przygody.
Najpierw pytanie:
„Co jest ze mną nie tak?”
Dopiero potem:
„Czy naprawdę potrzebuję kolejnej substancji?”
Bo czasami najlepszym „peptydem regeneracyjnym” okazuje się…
osiem godzin snu.
Niestety jeszcze nie widziałem go w fiolce. 🤣
Valdi