Please or Zarejestruj się to create posts and topics.

Doświadczenia z grubej rury

Page 1 of 2Next

Cześć wszystkim. To trochę moich doświadczeń w ramach badań 🤣. Przygotowuję teraz tekst więc jak będzie gotowy to wkleję całość Pozdrawiam.

habz and arturro have reacted to this post.
habzarturro

Teaser posta? Ło matko, idzie na grubo naprawdę:D

kha_tt and pati have reacted to this post.
kha_ttpati

Ale jak coś, to będzie DLC? 😉

Micronus has reacted to this post.
Micronus

Czy post pojawi się przed premierą GTA VI?

dannyboy3, Micronus and pati have reacted to this post.
dannyboy3Micronuspati

O jedną fiolkę za daleko...

V and kha_tt have reacted to this post.
Vkha_tt

Zaczyna się robić bez tego dreszczowiec. Napięcie rośnie.

Chcesz kupić peptydy lub masz pytania - pisz -lubię rozmawiać, a przy okazji sprzedaję peptydy aby sfinansować to hobby vitalpeptide@proton.me

Minęły 3 dni i nic, chyba będzie grubo 

Na spokojnie będzie przed GTA VI 🤣.

Od prawie 162 kg przez etap „dawaj wszystko”, aż do momentu, w którym zacząłem rozumieć, co właściwie robię 🤣

Na początek chciałbym wszystkim podziękować za komentarze.

Tak — również za te złośliwe. 😁

Wychodzę z założenia, że skoro komuś chce się poświęcić czas, żeby napisać, że jestem wariatem, idiotą, królikiem doświadczalnym albo że robię sobie z organizmu laboratorium, to znaczy, że temat jednak go interesuje.

A skoro interesuje, to zgodnie z obietnicą w końcu opiszę, jak to wszystko wyglądało u mnie od początku.

Będzie długo.

Będzie trochę chaotycznie.

Będą rzeczy, z których jestem zadowolony, ale będą też takie, przy których dzisiaj sam łapię się za głowę i zastanawiam:

„Valdi, po cholerę Ci to wtedy było?” 🤣

To nie jest porada medyczna
Nie jestem lekarzem.

To, co opisuję, nie jest poradą medyczną, rekomendacją leczenia, instrukcją dawkowania ani zachętą do przyjmowania czegokolwiek.

Opisuję wyłącznie swoje doświadczenia, własne obserwacje i własne błędy.

Na forum można powiedzieć, że opisuję badania na „moich szczurach”, tylko jeden z tych szczurów ma 193 cm wzrostu, 43 lata i od czasu do czasu patrzy na mnie z lustra. 😁

Każdy organizm jest inny. Każdy ma inną historię zdrowotną, inne wyniki badań, inne leki, inną gospodarkę hormonalną i inne problemy metaboliczne.

Jeżeli ktoś zamierza ingerować w te rzeczy, powinien robić to po konsultacji z lekarzem i przy odpowiedniej diagnostyce.

I jeszcze jedno.

Część substancji, o których będę pisał, to nie są normalnie zarejestrowane leki dostępne w aptece. Retatrutyd, który odegrał u mnie sporą rolę, nadal jest substancją badaną. To nie jest detal prawny ani formalność. W przypadku produktów pochodzących z nieoficjalnego obrotu dochodzi jeszcze pytanie, czy w fiolce naprawdę jest to, co napisano na etykiecie. Sam miałem później sytuację, która bardzo mocno mi to uświadomiła.

Dlatego proszę potraktować ten tekst dokładnie tak, jak został pomyślany:

Jako historię jednego człowieka, a nie gotowy protokół do skopiowania.

1. Punkt startowy — prawie 162 kg
Moja właściwa przygoda rozpoczęła się pod koniec kwietnia 2026 roku.

43 lata.

193 cm wzrostu.

Waga dochodząca już prawie do 162 kg.

Nie ma się co oszukiwać — czułem się fatalnie.

Przy takiej masie nie chodzi już tylko o wygląd.

Zaczyna przeszkadzać zwykłe życie.

Człowiek ciężej się rusza, szybciej się męczy, gorzej regeneruje, mniej mu się chce. Do tego dochodzi praca siedząca, stres, permanentny brak czasu i ta charakterystyczna pułapka:

„Od poniedziałku coś z tym zrobię.”

Tylko tych poniedziałków było już zdecydowanie za dużo.

Od dłuższego czasu chodziłem po lekarzach i próbowałem uporządkować temat leczenia Mounjaro. W końcu pod koniec kwietnia udało mi się wszystko zorganizować i od początku maja rozpocząłem terapię tirzepatydem.

Zaczynałem od 2,5 mg tygodniowo.

I tutaj pierwsze zaskoczenie.

Łaknienie zostało u mnie wyłączone naprawdę bardzo mocno.

Początek nie był idealny. Organizm musiał się przestawić, pojawiały się drobne działania niepożądane, trzeba było uważać z jedzeniem.

Ale waga ruszyła.

I ruszyła konkretnie.

2. Pierwszy miesiąc — około 7,5 kg mniej
W ciągu pierwszego miesiąca poleciało mi mniej więcej 7,5 kg.

Oczywiście nie będę tutaj opowiadał bajek, że było to 7,5 kg czystego tłuszczu.

Przy takiej masie początkowej część pierwszego spadku to oczywiście woda, zmiana ilości jedzenia, zawartości przewodu pokarmowego itd.

Ale dla mnie ważniejsze było coś innego.

Pierwszy raz od dawna udało mi się naprawdę zmienić sposób jedzenia.

Słodycze praktycznie wyleciały całkowicie.

Alkohol odstawiłem.

Zacząłem zwracać uwagę na jakość produktów.

I bardzo mocno postawiłem na białko.

Przy mojej ówczesnej masie próbowałem utrzymywać około 200–210 g białka dziennie.

Węglowodany ograniczyłem mocno, ale nie wywalałem ich całkowicie. Do tego normalna ilość tłuszczów.

A przede wszystkim:

ruch.

Bardzo dużo ruchu.

Średnio wychodziło mi około 12–15 tysięcy kroków dziennie.

Czyli nie wyglądało to tak, że człowiek robił sobie zastrzyk, kładł się na kanapie i czekał, aż tłuszcz z szacunku sam opuści organizm.

Niestety.

Nadal trzeba było ruszyć tyłek. 😁

I to jest pierwsza rzecz, którą dzisiaj uważam za naprawdę ważną:

Żadna fiolka nie zastąpi diety, ruchu, snu i zmiany własnych nawyków.

Może pomóc.

Może niektóre rzeczy bardzo ułatwić.

Ale robotę nadal trzeba wykonać.

3. Potem zacząłem czytać o peptydach…
I tutaj zaczyna się część zdecydowanie ciekawsza. 🤣

Jeszcze przed końcem pierwszego miesiąca zacząłem dużo czytać.

Forum.

Amerykańskie materiały.

Podcasty.

Filmy.

Relacje ludzi.

Protokoły różnych klinik.

Badania.

I oczywiście algorytm internetowy szybko zorientował się, że zainteresował mnie temat peptydów.

Od tej chwili moje życie internetowe wyglądało mniej więcej tak:

MOTS-C. BPC. Semax. Selank. CJC. Ipamorelin. NAD+. Retatrutide.

Człowiek rano otwiera YouTube'a i jeszcze zanim zdąży wypić kawę, algorytm już proponuje mu naprawę mitochondriów. 🤣

Jedną z pierwszych rzeczy, które naprawdę mnie zainteresowały, był retatrutyd.

Wtedy tłumaczyłem go sobie dosyć prymitywnie jako „coś jeszcze mocniejszego niż Mounjaro”.

Dzisiaj powiedziałbym to poprawnie.

Tirzepatyd — substancja czynna Mounjaro — działa na receptory GIP oraz GLP-1. Retatrutyd jest natomiast pojedynczą cząsteczką aktywującą GIP, GLP-1 i dodatkowo receptor glukagonowy — dlatego nazywany jest potrójnym agonistą.

Wtedy moja analiza była mniej więcej taka:

„Skoro dwa działa dobrze, to trzy powinno działać jeszcze lepiej.”

Metodologia badawcza poziom Nobel.

Komitet ze Sztokholmu do dzisiaj milczy. 🤣

Zamówiłem więc pierwszy retatrutyd znaleziony w internecie.

I zacząłem eksperymentować.

4. Maj/czerwiec — pierwsze łączenie
Mniej więcej od piątego tygodnia zacząłem dokładać niewielką ilość retatrutydu do Mounjaro.

Nie chcę tutaj udawać po kilku miesiącach laboratoryjnej precyzji co do każdej dawki i każdej daty, ponieważ właśnie wtedy nie prowadziłem jeszcze porządnego dziennika.

Z pamięci startowałem mniej więcej od 1 mg Reta przy 2,5 mg Mounjaro.

I u mnie nadal działało to bardzo mocno.

Trzymałem dietę.

Dużo chodziłem.

Pilnowałem białka.

Waga nadal szła w dół.

W czerwcu zjechało kolejne około 7–7,5 kg.

Pod koniec czerwca, zależnie oczywiście od wody i dnia ważenia, widziałem już około 15–17 kg mniej niż na starcie.

I tu powinien nastąpić moment, w którym rozsądny człowiek mówi:

„Super. Działa. Niczego nie ruszam.”

Ja oczywiście powiedziałem:

„Super. Działa. Co jeszcze można dołożyć?”

I właśnie tak rozpoczął się etap, który roboczo nazwałbym:

CZERWCOWY DZIKI ZACHÓD 🤣

5. BPC, CJC, ipamorelina, DSIP, Semax, Selank…
Zacząłem czytać o regeneracji.

Trafiłem na BPC-157.

Potem CJC i ipamorelinę.

Zacząłem interesować się snem i pojawił się DSIP.

Potem funkcjonowaniem poznawczym — Semax i Selank.

Wpadł MOTS-C.

Potem NAD+.

I w pewnym momencie zorientowałem się, że liczba fiolek zaczyna rosnąć zdecydowanie szybciej niż moja wiedza.

To był błąd.

Dzisiaj widzę to bardzo wyraźnie.

Wprowadzałem za dużo zmiennych naraz.

Jeżeli zastosujesz pięć nowych rzeczy i po trzech dniach czujesz się świetnie, to właściwie nie masz pojęcia, co zadziałało.

A jeżeli czujesz się fatalnie — również nie masz pojęcia, co zawiniło.

Więc oczywiście robisz rzecz najbardziej „logiczną”:

Dokładasz szóstą rzecz. 🤣

I właśnie dlatego drugi miesiąc nazywam miesiącem na dziko.

6. Semax i Selank — tutaj coś naprawdę poczułem
Nie będę jednak udawał, że wszystko było wyłącznie chaosem.

Jednym z najmocniejszych subiektywnych efektów, które zapamiętałem z tamtego okresu, było pierwsze zastosowanie Semaxu i Selanku.

Podkreślam — subiektywnych.

Nie robiłem badania klinicznego.

Nie miałem grupy placebo.

Byłem jednocześnie na redukcji, ruszałem się dużo, zmieniałem dietę i stosowałem inne rzeczy.

Ale efekt, który odczuwałem, był dla mnie bardzo charakterystyczny.

Nagle miałem więcej chęci do działania.

Byłem spokojniejszy.

Lepiej mi się pracowało.

Łatwiej było mi się skoncentrować.

Treningi zaczęły wchodzić fenomenalnie.

W połączeniu z tym, co wtedy stosowałem pod kątem regeneracji i snu, miałem około dwóch–dwóch i pół tygodnia, które wspominam naprawdę rewelacyjnie.

Trening dzień w dzień.

Dobry sen.

Regeneracja.

Energia.

Praca.

Wszystko zagrało.

I co ciekawe — do dzisiaj nie udało mi się dokładnie odtworzyć tego efektu.

Moja obecna teoria?

Być może organizm był wtedy po prostu bardzo zmęczony i po raz pierwszy dostał coś, czego mu w danym momencie brakowało.

A być może zadziałała kombinacja kilku różnych czynników.

Nie wiem.

I myślę, że właśnie zwrot „nie wiem” powinien pojawiać się znacznie częściej w internetowych rozmowach o peptydach.

7. Lipiec — próbuję z chaosu zrobić system
W lipcu zacząłem już rozumieć, że strzelanie wszystkim na wszystkie strony nie ma wielkiego sensu.

Zacząłem porządkować schemat.

Rozdzielać rzeczy na rano i wieczór.

Patrzeć, co rzeczywiście odczuwam.

I wtedy popełniłem następny klasyczny błąd.

Waga na chwilę stanęła.

No więc mój genialny pomysł brzmiał:

skoro nie spada — podnosimy dawkę i jeszcze mniej jemy.

Dzisiaj powiedziałbym:

nie rób tak, Valdi.

Wtedy powiedziałem:

świetny pomysł, Valdi. 🤣

W części lipca eksperymentowałem z podniesieniem Mounjaro i zmianami proporcji retatrutydu.

Nie chcę wpisywać tutaj na siłę dokładnego harmonogramu z całego miesiąca, ponieważ uporządkowane zapiski mam dopiero z końca lipca i pokazują już kolejną fazę eksperymentu — 29 lipca odnotowałem np. 2,5 mg Reta i 2 mg Mounjaro.

Czyli najlepszy dowód na to, jak często wtedy kombinowałem.

W lipcu waga spadła mi jeszcze mniej więcej 5–6 kg.

Tylko że zaczynałem płacić za tempo.

Za mało jedzenia.

Dużo ruchu.

Trening.

Praca.

Stres.

Eksperymenty.

Pogorszył mi się sen.

W pewnym momencie niepotrzebnie odstawiłem część rzeczy, po których wcześniej czułem się dobrze.

Waga zaczęła stawać.

Pojawiły się nawet okresowe odbicia.

I oczywiście głowa natychmiast:

„Koniec. Przestało działać. Zaraz wróci 160 kg.”

8. Wakacje, alkohol i idealny sposób na rozwalenie dobrze działającego planu
Potem przyszły wakacje.

I tutaj chyba każdy zna mechanizm.

Tu wyjazd.

Tu spotkanie.

Tu piwko.

Tu „jedna wódka”.

A potem okazuje się, że ta legendarna „jedna” miała kilka młodszych sióstr. 🤣

Nie będę pisał, że alkohol „wyłącza peptydy”, bo byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie.

Powiem natomiast, co robił u mnie.

Rozwalał:

sen,

regenerację,

dietę,

kontrolę apetytu,

aktywność następnego dnia,

i przede wszystkim całą dyscyplinę.

Czyli nawet jeżeli sama substancja farmakologicznie nadal działała, ja robiłem wszystko, żeby jej efekt praktyczny zmniejszyć.

Do tego dochodził NAD+.

I tu pojawiła się ciekawa, ale moim zdaniem bardzo zdradliwa rzecz.

Zdarzało mi się po alkoholu następnego dnia po NAD+ czuć subiektywnie nieporównywalnie lepiej, niż wynikałoby to z poprzedniego wieczoru.

I człowiek dostaje wtedy głupi sygnał:

„O, znowu mam 20 lat. Mogę wypić ocean.”

Nie.

Nie możesz.

Ocean zawsze wygrywa. 🤣

To, że następnego dnia czujesz się lepiej, nie znaczy, że organizm poprzedniego dnia nie dostał w tyłek.

I mój dostał.

9. 134 kg — sukces na wadze i jednocześnie sygnał ostrzegawczy
Na początku sierpnia zobaczyłem około 134 kg.

Startowałem z prawie 162.

Czyli w najniższym punkcie różnica dochodziła do około 28 kg.

Na papierze:

PETARDA.

Tylko organizm zaczął mieć na ten temat trochę inne zdanie.

Zaczęły boleć kolana.

Kostki.

Pojawiły się różne problemy ze strony przewodu pokarmowego.

Nie biegałem, bo przy tej masie uznałem to za kiepski pomysł, ale same tysiące kroków robione dzień w dzień zaczęły się kumulować.

Dieta.

Deficyt.

Trening.

Stres.

Wakacje.

Eksperymenty.

I nagle odkryłem fascynującą prawidłowość:

Organizm jednak czyta faktury i w końcu wystawia rachunek.

10. Retatrutyd — tutaj nauczyłem się czegoś ważnego o sobie
W pewnym momencie zacząłem uważać, że Mounjaro „już nie działa”.

Z dzisiejszej perspektywy uważam, że zareagowałem zbyt nerwowo.

Zacząłem przesuwać proporcje coraz bardziej w stronę retatrutydu.

W fazie największego chaosu eksperymentowałem również z wyższymi ilościami Reta, ale nie chcę dzisiaj tworzyć fikcyjnego harmonogramu z pamięci. Mój uporządkowany dziennik z początku sierpnia pokazuje jeszcze np. 2,5 mg Reta i 2 mg Mounjaro, więc część większych zmian musiała następować później.

Natomiast jedna obserwacja została mi bardzo mocno.

U mnie tirzepatyd znacznie lepiej stabilizował łaknienie.

Po przesunięciu się bardziej w stronę Reta zaczęły pojawiać się okresy naprawdę mocnego apetytu.

I wtedy wróciły rzeczy, które wcześniej praktycznie zniknęły.

Pieczywo.

Więcej węglowodanów.

Podjadanie.

Ten charakterystyczny „głodomór”.

I tu bardzo ważne:

Nie twierdzę, że retatrutyd „słabo hamuje apetyt u ludzi”.

Opisuję swoją reakcję.

Ktoś, kto trenuje i chce zrzucić kilka kilogramów, może wręcz nie chcieć mieć całkowicie wyłączonego apetytu.

Ja startowałem z prawie 162 kg.

Dla mnie jednym z najważniejszych efektów była właśnie stabilność zachowań żywieniowych.

I dopiero wtedy naprawdę to zrozumiałem.

11. MOTS-C, SS-31 i kolejne poszukiwania regeneracji
W którymś momencie skończył mi się MOTS-C.

Byłem wtedy już mocno wkręcony w temat mitochondriów, więc pojawiło się SS-31.

Na przełomie lipca i sierpnia było ono już regularnie obecne w moim dzienniku wraz z MOTS-C, KLOW, NAD+ i innymi elementami ówczesnego schematu.

Wtedy mówiłem sobie:

„Trzeba naprawić mitochondria.”

Dzisiaj powiedziałbym ostrożniej:

szukałem sposobu na poprawę regeneracji po bardzo intensywnym okresie.

Nie mam przecież badania, które pokazało mi:

mitochondria przed SS-31 — 63%; mitochondria po SS-31 — 97%. 🤣

Miałem tylko własne odczucia.

I to jest kolejna rzecz, którą z czasem zacząłem rozdzielać:

Mechanizm opisany w badaniach to jedno, a moje subiektywne samopoczucie to drugie.

12. Najważniejsza zmiana — przestałem pytać „co jeszcze dołożyć?”
W połowie sierpnia zacząłem dochodzić do wniosku, że problemem nie jest brak kolejnej fiolki.

Problemem jest to, że mam ich za dużo.

I pytanie:

„Co jeszcze można dołożyć?”

zamieniłem na:

„Co można wyrzucić?”

I chyba dopiero wtedy rozpoczął się najbardziej sensowny etap całej historii.

Powrót do podstaw.

Dieta.

Białko.

Ruch — ale już bez obsesji.

Sen.

Regeneracja.

Mniej alkoholu, a najlepiej wcale.

Mniej przypadkowych zmian.

Lepsze notowanie.

I przede wszystkim próba zrozumienia, po co właściwie biorę każdą z tych rzeczy.

13. Co zostało u mnie obecnie?
Na początku września mam już schemat znacznie bardziej uporządkowany.

W moim dzienniku przewijają się obecnie przede wszystkim Mounjaro/tirzepatyd i Reta w części metabolicznej, a poza tym m.in. KLOW, Semax, Selank, MOTS-C, NAD+, HGH oraz kilka rzeczy używanych rotacyjnie.

Doszedł Kisspeptin.

Testowałem Melanotan II.

Pojawił się SLU-PP-332.

Wrócił MOTS-C.

I stosunkowo niedawno doszedł również HGH.

Ale teraz robię coś, czego wcześniej nie robiłem:

Nie chcę już oceniać preparatu po trzech dniach.

Nie chcę też wszystkiego zmieniać naraz.

Jeżeli coś działa — obserwuję.

Jeżeli nie wiem — zapisuję.

Jeżeli nie widzę efektu — nie wymyślam go sobie.

Dziennik pokazuje zresztą, ile razy w ciągu tych miesięcy zmieniały się rozrobienia i schematy. Na początku września musiałem już wręcz zrobić sobie osobną tabelę „stare kontra aktualne”, żeby nie pomylić przeliczników.

To chyba najlepiej pokazuje, jak wyglądała wcześniejsza faza eksperymentów. 🤣

14. HGH i jedna bardzo ważna lekcja dotycząca źródła
O HGH na razie nie chcę się szerzej wypowiadać.

Stosuję je zbyt krótko.

Do tego pierwsza partia, którą miałem, okazała się — według informacji, które później otrzymałem — problematyczna pod względem deklarowanej zawartości.

I tutaj muszę powiedzieć coś pozytywnego.

Dostawca sam się odezwał.

Poinformował o problemie.

Wymienił produkt.

I naprawdę to doceniam.

Bo przy całej tej zabawie jest jeden element, o którym czasami mówi się zdecydowanie za mało:

Skąd właściwie wiesz, co masz w fiolce?

Przy produkcie aptecznym masz system kontroli jakości.

Przy różnych „research chemicals” z internetu — już niekoniecznie.

W przypadku retatrutydu jest to szczególnie istotne, ponieważ produkt nadal znajduje się w badaniach i preparaty oferowane poza oficjalnym obrotem mogą mieć nieweryfikowalny skład lub czystość.

To zdecydowanie jedna z rzeczy, które dzisiaj traktuję poważniej niż trzy miesiące temu.

15. Peptydy kontra testosteron — bez bajek
Jeszcze jedna rzecz, ponieważ czytam czasami porównania w rodzaju:

„Ten peptyd daje mi efekt jak testosteron.”

Ja bym z takimi porównaniami bardzo uważał.

W przeszłości miałem swoje eksperymenty również z testosteronem.

I moje doświadczenie jest takie, że to zupełnie inna skala działania i zupełnie inna skala ingerencji w organizm.

Nie będę tutaj robił instrukcji ani opisywał schematów.

Powiem tylko jedno.

Pamiętam zdanie bardzo mądrego kolegi:

„Jeżeli nie stać Cię na badania, to nie stać Cię na testosteron.”

I moim zdaniem jest w tym dużo racji.

Bo bardzo łatwo zachwycić się efektem.

Znacznie mniej efektownie wygląda później kontrolowanie morfologii, lipidów, ciśnienia, gospodarki hormonalnej, płodności i innych konsekwencji.

Nie mówiąc już o mocniejszych środkach.

Ja nie jestem zawodowym kulturystą.

Nie wychodzę na scenę.

Nie zarabiam swoim ciałem.

Jestem facetem po czterdziestce, który większość dnia pracuje przy biurku i chciał po prostu przestać ważyć prawie 162 kg i odzyskać normalną sprawność.

16. I tutaj dochodzimy do prawdziwego życia
Bo internetowa wersja zdrowego stylu życia wygląda pięknie.

6:00 — pobudka.

Cardio.

Medytacja.

Idealne śniadanie.

Praca.

Siłownia.

Sauna.

Meal prep.

Osiem godzin snu.

A w tle jelenie piją wodę ze strumyka.

U mnie wygląda to trochę inaczej. 🤣

Praca od rana.

Telefon.

Klient.

Drugi klient.

Termin.

Pismo.

Spotkanie.

Kolejny telefon.

I nagle orientuję się o 16:00, że lunch, który miał być o 12:00, najwyraźniej zaginął gdzieś pomiędzy drugim telefonem a trzecim „pilnym” tematem.

Potem dom.

Dzieci.

Żona.

Normalne życie rodzinne.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim trzeba jeszcze znaleźć godzinę, żeby pójść na spacer albo trening, zrobić coś sensownego do jedzenia i — mały drobiazg — czasami się wyspać.

Jeżeli ktoś ma to wszystko idealnie poukładane — gratuluję.

Naprawdę.

Ja nie mam.

I właśnie dlatego opisuję to z perspektywy normalnego gościa z normalnym życiem, a nie człowieka, którego głównym zadaniem każdego dnia jest pilnowanie makro i obwodu bicepsa.

17. Nie kopiujcie dawek z internetu
To jest chyba jedna z ważniejszych rzeczy, które chciałbym powiedzieć przed kolejnymi wpisami.

Ludzie reagują bardzo różnie.

To, że ktoś pisze:

„300 mcg — petarda”

nie oznacza, że drugi człowiek cokolwiek zauważy.

I odwrotnie.

Ale przede wszystkim dochodzi jeszcze coś innego.

Kiedy oglądacie amerykańskie filmy i ktoś mówi:

„Od kiedy dołożyłem peptyd X, mam niesamowitą regenerację, energię i buduję mięśnie jak szalony”

warto sprawdzić, czy przypadkiem ten sam człowiek nie jest jednocześnie:

na testosteronie,

na HGH,

na kilku innych środkach,

na idealnej diecie,

i nie trenuje sześć razy w tygodniu.

Bo wtedy ustalenie, że cały efekt pochodzi właśnie z peptydu X, robi się trochę trudniejsze. 😁

Sam dokładnie ten błąd popełniałem.

Dlatego w dalszych wpisach będę próbował rozdzielać trzy rzeczy:

co rzeczywiście u siebie zaobserwowałem,

co jedynie podejrzewam,

a czego po prostu nie jestem w stanie stwierdzić.

18. Co uważam dzisiaj za swój największy błąd?
Wcale nie konkretny peptyd.

Nie konkretną dawkę.

Nie nawet konkretną imprezę wakacyjną.

Największym błędem było przekonanie:

WIĘCEJ = LEPIEJ

Waga zatrzymała się?

Więcej.

Gorszy sen?

Dołóżmy coś.

Mniejsza energia?

Jeszcze jedna fiolka.

Regeneracja słabsza?

Następna.

I w pewnym momencie przestajesz wiedzieć, czy organizm czuje się dobrze dzięki temu, co bierzesz, czy pomimo tego, co bierzesz.

Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej.

Najpierw fundamenty.

Jedzenie.

Białko.

Sen.

Ruch.

Regeneracja.

Badania.

A dopiero później zabawa w bardziej egzotyczne rzeczy.

I chyba właśnie dojście do tego banalnego wniosku zajęło mi najwięcej czasu.

19. Czy żałuję?
Nie.

Bo z prawie 162 kg doszedłem w najlepszym momencie do okolic 134 kg.

Zacząłem się ruszać.

Zmieniłem jedzenie.

Nauczyłem się naprawdę dużo o własnym organizmie.

Zainteresowałem się badaniami.

Zacząłem analizować, jak reaguję na sen, stres, alkohol, jedzenie i aktywność.

Natomiast gdybym miał zaczynać jeszcze raz?

Zrobiłbym to znacznie wolniej.

Wprowadzałbym jedną zmienną.

Obserwował.

Zapisywał.

Dopiero potem kolejną.

Nie reagowałbym paniką na tydzień bez spadku wagi.

Nie próbowałbym pokonać biologii metodą:

„to może dam jeszcze trochę więcej”.

I przede wszystkim wcześniej zacząłbym prowadzić porządny dziennik.

20. Co dalej?
Teraz chcę zrobić coś znacznie bardziej wartościowego niż wrzucenie listy:

„Biorę A, B, C, D, E i jest zajebiście.”

Będę omawiał każdy element osobno.

Czyli między innymi:

Mounjaro / tirzepatyd — od czego wszystko się zaczęło;

retatrutyd — co mi dał, czego nie dał i dlaczego moja reakcja na apetyt mnie zaskoczyła;

Semax i Selank — chyba najbardziej charakterystyczne doświadczenie w zakresie koncentracji i samopoczucia;

BPC i KLOW — regeneracja;

MOTS-C i SS-31 — moja przygoda z „naprawianiem mitochondriów” 😁;

NAD+;

DSIP i sen;

HGH — ale dopiero kiedy będę miał wystarczająco długi okres obserwacji;

Kisspeptin;

SLU-PP-332;

oraz rzeczy, które testowałem, ale z których zrezygnowałem albo co do których nadal nie mam zdania.

Przy każdym chcę zrobić ten sam układ:

co to jest → dlaczego po to sięgnąłem → czego oczekiwałem → co rzeczywiście zauważyłem → działania niepożądane → czy dzisiaj zrobiłbym to ponownie.

Bez robienia z siebie doktora Valdiego.

Bez magicznych protokołów.

Bez:

„Weź 17 jednostek tego, 8 tamtego i w czwartek rano zostaniesz Arnoldem Schwarzeneggerem” 🤣

Po prostu moje doświadczenia.

Moje błędy.

Moje wnioski.

A Wy sobie z tego wybierzecie to, co uznacie za wartościowe.

PS.
Tak — zdaję sobie sprawę, że sam ten wpis nadal jest trochę w fazie chaosu 🤣

Ale może właśnie tak powinien wyglądać pierwszy wpis, skoro dokładnie tak wyglądały moje pierwsze miesiące z peptydami:

dużo entuzjazmu, dużo czytania, zdecydowanie za dużo fiolek naraz i dopiero z czasem coraz więcej sensu.

Teraz będziemy to już rozkładać po jednym temacie na raz.

 

Ale .... musicie chwilę poczekać.

 

Valdi 😁

 

papaj, habz and 6 other users have reacted to this post.
papajhabzvvrilkha_ttMicronusDyuceuBamBampiteross

Warto było czekać. 

 

Trailer podkręcił, a cześć pierwsza dowiozła. 

Bardzo fajnie się czytało, czekam na kolejne przemyślenia 😀 

Fajna forma "strumienia myśli" ....

Czy zauważyłeś jakiekolwiek pozytywy stosując "doping mitochondrialny" t.j. ss31/mots c/ nad ??

(Zbieram opinie, na razie te protokoły mędrców syjonu troche wyssane z palca)

Bardzo fajny post. Szczerze, patrząc na Twoją chaotyczną aktywność na forum myślałem - no nabrał chłop za dużo peptydów i nie tylko i jakiś wysryw zrobi... A tu proszę, top quality. Jeden z lepszych postów na forum bym powiedział.

Bardzo się cieszę, że podkreślasz, że samo szprycowanie się to nie jest droga. Specyfiki tworzą okno, dzięki któremu masz czas na w miarę bezbolesną zmianę stylu życia - przejście redukcji, dorzucenie aktywności, przestawienie się ze śmieciowego, turboprzetworzonego żarcia na zbilansowaną dietę, czy zmniejszenie spożycia alko.

Ja nie jestem ortodoksem, więc raz w tygodniu wlatuje kebsik, czasem grill, czasem wypiję drinka albo piwo. Ale: znacznie zwiększyłem aktywność - spacery na czczo turbo dużo dają. Od 1 września wróciłem na siłkę - 3 treningi za mną (latam do miasta bo jednak śmierdząca mordownia na wsi mi nie podeszła na dłuższą metę). Bardziej patrzę na to co wrzucam do koszyka w markecie. Wyniki badań same mówią za siebie. A po 40 - no najwyższy czas się ogarnąć, jeśli chce się dożyć emerytury;p

Ekstra raport i mądre obserwacje i wnioski 🙂

Zgadzam się z niewrzucaniem zbyt wielu zmiennych na raz, bo wtedy nie wiemy co działa, a co nie działa. Poruszanie się w tym gąszczu może utrudnić obserwacje i dobre decyzje. W przypadku niektórych rzeczy (np. HGH) potrzeba czasu, nie ma się co niecierpliwić, tak jak piszesz. Życzę powodzenia w dalszych krokach i drodze do wymarzonej sylwetki i samopuczucia 🙂

-- hdpeps@proton.me - Peptydy ze sprawdzonych źródeł --

Redemption arc prawie tak dobry, jak ten No Man’s Sky ^^

Zgadzam się w 100% z tym wnioskiem o wolniejszym wprowadzaniu kolejnych zmiennych i nie rzucaniu się na wszystko naraz. Mam teraz właśnie taką zagwozdkę i przemyślenia przy dodaniu sobie samego MOTS-C, więc domyślam się, że przy większej ilości peptydów obserwacja efektów jest jeszcze cięższa. 

Jak byś opisał swoje doświadczenia z Semax i Selank? Czy ktoś z was stosował te pepydy?

Page 1 of 2Next

Ostatnie wpisy na forum

Dziennik pokładowy wspomaganej redukcji MicroŚrednia waga tygodniowa 71.7 kg vs. 73 kg dwa tygodnie temu. Najni … Dowiedz się więcej
BAC WaterNigdy jej tam nie było Dowiedz się więcej
Sprzedam retatrutide i tirzepatyd (ODCHUDZANIE)Promocja !! Reta 20mg przy zakupie 3 sztuk 600zl + koszt wysyłki  … Dowiedz się więcej
Dziennik badawczy //White Boy Winter Arc 😀Samo TSH niewiele mówi, bardziej T3 i T4, a najlepiej stosunek mię … Dowiedz się więcej
HGHGeneralnie tak samo jak inne peptydy, czyli liofilizat lodówka lub … Dowiedz się więcej
TesofensineUpdate po kolejnych 2 tygodniach: - ograniczenie głodu razem z 2, … Dowiedz się więcej
Pen RetaZastanawialiście się nad sprzedażą samych kitów do penów jak np. k … Dowiedz się więcej
KLOW 80mg (GHK-Cu+KPV+BPC-157 +TB-500)Wydaje się w porządku, polecam załadować w pena dla wygody. Dowiedz się więcej
Sprzedam kilka peptydówCześć, Mam nadwyżkę zamówienia Reta 20mg Semax Thymosin CJC n … Dowiedz się więcej
Tabu peptydoweJa raczej obawiam się, że peptydy podzielą los dopalaczy. Tak jak … Dowiedz się więcej

Nowe

Sprzedam kilka peptydówCześć, Mam nadwyżkę zamówienia Reta 20mg Semax Thymosin CJC n … Dowiedz się więcej
Tabu peptydoweJa raczej obawiam się, że peptydy podzielą los dopalaczy. Tak jak … Dowiedz się więcej
Fatalne samopoczucie na tirzCóż, w przypadku stosowania zgodnie z zaleceniami uznałbym ryzyko … Dowiedz się więcej
Stablecoiny jednak są mniej bezpieczne niż tradycyjne kryptowaluty, bo Theteter zdalnie blokuje portfeleNa szarym rynku przyjęło się, że najwygodniejsze i najbezpieczniej … Dowiedz się więcej
Meldonium -opisMitochondrium to organellum komórkowe odpowiedzialne za produkowan … Dowiedz się więcej
Używki i n@rkotyki i S@AIn The Pink, oznacza być w świetnym zdrowiu jest to cel do którego … Dowiedz się więcej
Moderacja postów reklamowychCytat z MartineZ data 7 października, 2026, 8:59 pm cóż, z pewna … Dowiedz się więcej
Nowa nazwaKupiłem XenForo i niwą domenę foruminthepink.xyz i zaczynam budowa … Dowiedz się więcej
Moja droga- czas startOk w takim razie zostaję na 2.5mg  A co jakiś czas wrzucę update. … Dowiedz się więcej
Wywiad z właścicielem Biowell ( Krysia)https://krysia0430.substack.com/p/damian-krawczyk-on-biowell-and-t … Dowiedz się więcej